Historia spływu na Dunajcu

Pieniny to największy masyw wapienny w pasie skałkowym, przecięty wąskim, głębokim i bardzo krętym przełomem Dunajca. Atrakcją wabiącą gości nie tylko z Polski, ale z całego świata, jest spływ łodziami flisackimi z przystani Kąty do Szczawnicy, a nawet do Krościenka. Dzisiaj jest to samoistna impreza licząca sobie co najmniej 160 lat.

Życie górali pienińskich od zarania było związane z Dunajcem. Ludność zajmowała się głównie połowem ryb, przede wszystkim łososiowatych. Tratwami spławiano też drewno i inne towary, zwykle do Korczyna i Szczucina przy ujściu Dunajca do Wisły, a czasami nawet do Gdańska. Mieszkańcy Sromowiec i Szczawnicy zwozili też tą drogą siano z trudno dostępnych łąk. Przewóz rzeką był najwygodniejszym i najtańszym środkiem transportu.

Historia spływu rozpoczyna się w 1828 r., kiedy to rodzina Szalayów zakupiła Szczawnicę. Dynamiczny rozwój tej miejscowości związany był z napływem turystów. Większa koncentracja kuracjuszy przypadła ńa lata 1825-1840. Trudno jednak dokładnie określić, od kiedy datuje się spływy turystyczne. Pierwsze ich opisy pochodzą z lat trzydziestych XIX w.

Tak oto w 1839 r. Łucja Rautenstrauchowa przedstawiła emocje nocnej przejażdżki: „Niebawem na dalszych łodziach zapasy palne kończyć się zaczęły. Już nikt nie śpiewał ani rozmawiał. Każdy myślał, czuł czy dumał, każdy był przerażony, już to wyraźną o siebie”lub innych trwogą, już to ogólną tego obrazu straszliwą wspaniałością. Dunajec jakby wściekły, niósł nas zapamiętale. Nic słychać nie było jak jęki wiatru i bijące w opokę fale”15.

Czółna były to po prostu wielkie wydrążone pnie. Początkowo pływano dwojakami, czyli połączonymi wikliną dwoma czółnami. Było w nich miejsce dla dwojga pasażerów i dwóch flisaków. Bezpieczniejsze były „trojaki” i „czworaki”, którymi pływano już około przełomu stuleci. Mieściły one 5-6 osób oraz obsługę.

Na czółnach znajdowała się też kapela oraz moździerze, z których strzelano przede wszystkim w miejscach znanych z wielokrotnego echa. Obecnie tratwa składa się z pięciu czółen, już nie dłubanych, lecz zbijanych z desek.

W drugiej połowie XIX w. Józef Szalay chętnie i często organizował spływy dla kuracjuszy Szczawnicy. Gośćmi w tym okresie byli m.in. arcyksiążę Karol Ludwik, Wincenty Pol, Adam Asnyk, Deotyma, H. Sienkiewicz. M. Konopnicka uczestniczyła w spływie w 1875 r. Zachwycona pięknem Pienin napisała wiersz „Nad Dunajcem”:

Wąziutkie nasze łodzie, przepięte łańcuchem,

Lekko mkną po Dunajcu sennym jakimś ruchem.

I tak modrawą falę przecinają gładko,

Jakby ptactwa wodnego żeglujące stadko.

Z lewej i z prawej strony dwie ściany skalistej…]

Punkt startowy spływów nie był stały. Przeważał Czerwony Klasztor, ale wymienia się także: Czorsztyn, Sromowce Wyżne, Niedzicę. Spływ graniczną rzeką stawał się często okazją do manifestowania uczuć patriotycznych. Łodzie dekorowano flagami narodowymi, śpiewano hymn A. Felińskiego” Boże, coś Polskę…”

Na przełomie stuleci spływ stał się atrakcją także dla gości zagranicznych. Wkrótce też flisakom, dla których spływ był dodatkowym źródłem dochodu, zaczęły zagrażać łodzie motorowe. Delegacja w składzie: Józef Koterba z Krościenka, Józef Salamon ze Szczawnicy i Jędrzej Waradzyn ze Sromowiec Niżnych w styczniu 1928 r. wybrała się z protestem do ministra robót publicznych. Decyzja była pozytywna – zabroniono ruchu łodziami motorowymi po Dunajcu. Zakaz ten obowiązuje i dzisiaj.

Podejmowano różne próby zorganizowania flisactwa, ale kończyły się one niepowodzeniami. Jednak wśród samych flisaków atmosfera walki o gości stawała się nie do zniesienia. Flisacy Kokora i Borzęcki poprosili o pomoc Stanisławę i Franciszka Kołodziejskich (nauczycielkę ze Sromowiec Niżnych i komendanta straży pożarnej). Zimą r. 1933/34 opracowano projekt statutu, a 18 lutego 1934 r. w sali Szkoły Podstawowej w Sromowcach Niżnych odbyło się zebranie założycielskie.

W ten sposób powstał związek flisaków, który na mocy decyzji wojewody krakowskiego z dnia 1 czerwca 1934 r. wpisano do rejestru jako Polskie Stowarzyszenie Flisaków Pienińskich na rzece Dunajec z Siedzibą w Sromowcach Niżnych.

Flisaków zobowiązano do noszenia strojów regionalnych i metalowych odznak. Przez pewien czas oprócz zrzeszonych w Stowarzyszeniu pływali również tzw. „dzicy” flisacy. Kres temu położyła decyzja z 1936 r. w sprawie zlokalizowania przystani w stałych miejscach i wydania legitymacji flisackich.

W tym samym roku do Stowarzyszenia obejmującego flisaków ze Szczawnicy, Krościenka, Sromowiec Niżnych i Wyżnych dołączyli flisacy z Czorsztyna. 19 kwietnia 1936 r. zatwierdzono regulamin Stowarzyszenia. Najwięcej emocji wywoływały szkolenia i sprzęt. Dodano też, że obowiązkiem flisaka jest zaznajomienie się z ratowaniem tonących i nabycie umiejętności pływania. Stowarzyszenie współpracowało ściśle z Pienińskim Parkiem Narodowym, gwarantując jego przedstawicielowi miejsce w zarządzie.

Przed wojną Stowarzyszenie prowadziło działalność kulturalną. Utrzymywało świetlice flisackie i zaopatrywało je w prasę. Organizowało kursy przysposobienia rolniczego, szycia i wyszywania kamizelek. Wspierało także finansowo rodziny flisackie i przekazywało pieniądze, np. na Fundusz Obrony Narodowej, Fundusz Prasy Podhala czy Fundusz Budowy Szkół. Powołano kasę zapomogowo-pożyczkową. Wykorzystywano jej budżet także zimą jako kredyt dla flisaków.

Warto omówić warunki, jakie musiał spełniać kandydat na flisaka. Mógł nim być każdy obywatel polski mieszkający w obrębie Pienin (później teren zawężono do pięciu miejscowości: Sromowiec Niżnych i Wyżnych, Czorsztyna, Krościenka i Szczawnicy). Flisakiem nie mógł być człowiek karany za kradzież i przemyt. Wymagany wiek, 21 lat, obniżono wkrótce do 18. Kandydat musiał być zdrów fizycznie i umysłowo i należeć do PSFP. Do dziś kwalifikacje zdobywa się w dwóch fazach. Po ukończeniu 18 roku życia należy odbyć co najmniej trzyletnią praktykę jako pomocnik, a
następnie zdać egzamin, m.in. Z Umiejętności kierowania łodziami ratownictwa wodnego, szczegółowej znajomości Pienin i woj. nowosądeckiego, w zakresie wiedzy przewodnickiej, zagadnień ochrony przyrody, itp. Po dalszej trzyletniej, nieprzerwanej praktyce należy zdać egzamin II stopnia. Wtedy komisja przyznaje młodszemu flisakowi stopień mistrza flisackiego.

W 1936 r. wyznaczono dwie przystanie: w Czorsztynie pod zamkiem niedzickim (2/3 łodzi) i w Sromowcach Niżnych naprzeciw Czerwonego Klasztoru (1/3 łodzi). Co ciekawe, ze Sromowiec pływali tylko flisacy tej miejscowości a także wszyscy pomocnicy (w pierwszym roku praktyki) ze swymi mistrzami. Chodziło o to, by sprawdzić kondycję fizyczną nowo przyjmowanych, gdyż łodzie trzeba było po spływie ciągnąć pod prąd Dunajca ze Szczawnicy do Sromowiec. Natomiast do Czorsztyna przewożono je furmankami.

Bardzo trudno było się dostać w szeregi Stowarzyszenia, przeważał nabór rodzinno-rodowy. Ze Sromowiec Niżnych przyjmowano rocznie „aż” 2 flisaków, natomiast z Krościenka i Czorsztyna, jednego na dwa lata. Każdy nowo przyjęty flisak wpłacał jednorazową składkę. Założyciele 15 zł, pozostali 30 (później 25 zł). Była to duża kwota. Ponadto od każdego spływu wpłacano do kasy po 15 gr.

Pod koniec sierpnia 1939 r. zmobilizowano znaczną część flisaków. W walkach we wrześniu wzięło udział dwunastu, z których czterech dostało się do niewoli. Hitlerowcy zakazali działalności Stowarzyszenia, zanikł zupełnie ruch turystyczny. Jedynym źródłem utrzymania górali stała się praca na roli i szmugiel. Kilkunastu flisaków zostało wywiezionych do pracy przymusowej w Niemczech.

W czasie okupacji spływał Dunajcem gubernator Hans Frank. Oczywiście gestapo nie zaniedbało żadnych środków ostrożności, zrewidowano tratwy, obstawiono przystanie. Panowie w czarnych płaszczach wypełnili łodzie.

Bezpośrednio po wojnie każdy pływał na własną rękę. Było to zabronione, bo Dunajec był rzeką graniczną. W lipcu 1946 r. reaktywowano Stowarzyszenie. Początkowo jednak było niewielu turystów. Przedwojenny rekord pobito dopiero w 1953 r., kiedy to przewieziono dwadzieścia trzy tysiące osób.

Zmieniał się status zawodowy flisaków. Dotąd byli to wyłącznie rolnicy. Obecnie wielu było pracownikami zakładów państwowych.

W związku z trudnościami z zatrudnieniem na Podhalu i aby uniknąć dalszego dzielenia gospodarstw, wybierano imigrację przede wszystkim na Ziemie Zachodnie.

Ze Sromowiec Niżnych wyjechało wtedy 20% flisaków wraz z rodzinami. W 1953 r. organizatorem spływu zostało PBP „Orbis”. Współpraca nie układała się najlepiej.

Już w dwa lata później powstał projekt przekazania flisu w gestię PTTK i wreszcie w lutym 1957 r. PTTK przejęło całość spraw organizacyjnych. 70% czystego dochodu ze spływu miało być odtąd przeznaczane na rozwój turystyki w rejonie Pienin. Zawarto także umowę z CSRS, która zezwalała na wywóz łodzi Drogą Pienińską od granicy do przystani w Sromowcach Niżnych.

Skończyło się w ten sposób uciążliwe wciąganie łodzi pod prąd. W 1973 r. zakazano jednak wywozu łodzi po słowackiej stronie. Odtąd przewozi się je samochodami ze Szczawnicy przez Krośnicę. W 1958 r. po raz pierwszy przekroczono liczbę stu tysięcy uczestników spływu. Wtedy też urządzono pośrednią przystań w Sromowcach Niżnych, zaś w I960 r. otwarto nowoczesną przystań pod zamkiem niedzickim.

W okresie PRL-u pracownicy zarządu nie otrzymywali pensji, jedynie niewielkie nagrody roczne, natomiast w razie jakichkolwiek nieporozumień czy niepowodzeń byli za nie obarczani winą. Niewysokie też były zarobki flisaków. Kładziono nacisk na ich upartyjnienie. W 1961 r. przy Stowarzyszeniu utworzono POP PZPR, a sekretarz przyjmował na flisaków tylko tych, którzy zapisali się do partii.

Rok I960 przyniósł znaczne obniżenie frekwencji na spływie. Miało to związek z tragicznym wypadkiem na Dunajcu. W piątek 13 czerwca przybyła do Czorsztyna czterdziestotrzyosobowa wycieczka szkolna z Nowej Huty. Ze względu na wysoki stan wody spływ wstrzymano. Flisacy spuszczali puste łodzie pod Trzy Korony. Kierownictwo wycieczki poprosiło dwie załogi, aby spławiły grupę do Sromowiec. Flisacy zmontowali nietypowe szóstki. W pobliżu przysiółka Kąty silna fala chlusnęła na siedzących. Wszyscy rzucili się na drugą stronę, co spowodowało przechylenie przeciążonej tratwy. Utopiło się 16 chłopców i jeden flisak, który ratował tonących. Wychowawczyni płynąca z dziewczętami pierwszą łodzią zmarła na atak serca. Na kilka tygodni spływ wstrzymano. Skorygowano koryto Dunajca pod Macelową Górą. Był to jedyny poważny wypadek w całej historii spływu, który jest, mimo dreszczyków emocji, jakich dostarcza uczestnikom, imprezą w pełni bezpieczną.

Stowarzyszenie zaspokajało również potrzeby kulturalno-oświatowe flisaków. Prenumerowało prasę do świetlic i na przystanie, organizowało kursy, zakupywało sukno na portki i kamizelki flisackie, wspierało finansowo różnorodne akcje i fundusze. Dbało o wykształcenie adeptów flisactwa, których coraz więcej kształciło się w szkołach średnich i wyższych różnych typów. 30 września 1962 r. odbyła się w Sromowcach Niżnych uroczystość, której wiele miejsca poświęciła cała prasa – obchody stulecia spływów Dunajcem.

Na przystani umieszczono pamiątkową tablicę, odbył się spływ gigant: dwieście tratew, tysiąc pięćset ludzi. Całe to zdarzenie jest ilustracją czasów, w których żyliśmy. Rok 1862 jako rzekomy początek spływów wyssano z palca. Dlaczego? „Obchodziliśmy Tydzień Ziemi Nowotarskiej – powiedział w wyjaśnieniu pewien działacz. – Na zakończenie trzeba było urządzić jakiś obchód”17.

Nadal duży wpływ na działalność Zarządu wywierali działacze PZPR, np. szkolenia polityczne wchodziły w cykl szkoleń flisackich, a znajomość zagadnień politycznych sprawdzano podczas egzaminów.

F. Borzęcki i F. Regiec podjęli starania o ubezpieczenie emerytalne flisaków. Zostały one uwieńczone sukcesem w 1970 r. W 1977 roku rozpoczęto budowę zbiornika wodnego w Czorsztynie. Został on usytuowany kilkaset metrów poniżej dotychczasowej przystani. W tej sytuacji w roku 1976 zlikwidowano przystanie w Czorsztynie i Sromowcach Niżnych, organizując w ich miejsce jedną w Kątach.

Jesienią 1981 r. obchodzono uroczyście 150-lecie spływu przełomem Dunajca. Za początek tej atrakcji turystycznej uznano rok 1831, gdyż w kronice uzdrowiska Szczawnica zachowała się pod tą datą wzmianka o spływie w Pieninach i wielkim połowie łososi. W związku z jubileuszem pojawił się pomysł wybudowania Domu Flisaka na terenie starej przystani w Sromowcach Niżnych. Budowę rozpoczęto w 1984 r.

Oprócz spływu pienińskiego istniały jeszcze dwa konkurencyjne: na trasie Krościenko – Ochotnica i na Popradzie między Muszyną i Piwniczną. Wzorem był dla nich spływ pieniński. Nie wytrzymały jednak konkurencji i w połowie lat siedemdziesiątych przestały istnieć Spływ Dunajcem z imprezy towarzyszącej stał się samodzielną atrakcją turystyczną. Corocznie zwiększa się liczba turystów. Tajemnice powodzenia? Urokliwe piękno tej krainy cudów, marzeń i mgły i talenty gawędziarskie przewoźników. Najlepiej wyraził to humorysta A. Wasilewski:

„Wysiedzieć 3 godziny w pociągu to męka. Wysiedzieć 3 godziny w teatrze na kiepskiej sztuce, to poświęcenie. Ale wysiedzieć 3 godziny na twardej ławie flisackiej tratwy, to rozkosz, upojenie, niezapomniane przeżycie”19.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *