Opowieść flisaka

widok na pieniny

W Pieninach dawniej było inaczej. Rządzili tu wielcy i panowie, właściciele zamku w Niedzicy, Szczawnicy, Krościenka, Grywałdu i innych posiadłości ziemskich. Lud góralski biedny i ciemny, żeby wyżyć musiał służyć tym panom. A trzeba wiedzieć, że były tu nieprzebrane lasy i puszcze. Górale najmowali się do wycinki drzewa. Oczyszczone z gałęzi okorowane potężne pnie jodeł i buków spuszczane byty tzw. spuszczalnicami do Dunajca tam wiązane w tratwy i spławiane do tartaków w Starym i Nowym Sączu, Tarnowie a nawet dalej Wisłą do Bałtyku. A więc drwale przekształcali się w flisaków, bo ci sami co ścinali drzewo mieli obowiązek dostarczania go do tartaków. To jeszcze nie było flisactwo turystyczne. Ale tu jest początek spływu.

Do właścicieli zamku w Niedzicy zjeżdżało się dużo gości z Węgier i Galicji a i rodzina Szalayów panująca w Szczawnicy pochodziła z Węgier. Kwitło tam bujne życie towarzyskie a goście spędzali czas na polowaniach zabawach i wzajemnych odwiedzinach. Z zamku w Niedzicy do Szczawnicy droga była daleka i uciążliwa. Trzeba było furmankami jechać po wyboistych kamieńcach przez przełęcz Snozkę a podróż trwała parę godzin Nie było przecież jeszcze samochodów ani bitych dróg, Dunajcem było bliżej. Zaczęli więc co odważniejsi przysiadać sie na tratwy aby z flisakami zabrać się do Szczawnicy. Nie była to wygodna podróż. Ale poszły w świat opowieści o pięknie przełomu, o niebezpieczeństwach czyhających w zakolach Dunajca, o sile odwadze i sprawności flisaków. A flisacy? Chętnie zabierali gości bo i zarobili, i zjedli, a nawet mogli się co nieco „przynapić”, bo goście dla dodania sobie odwagi raczyli się węgierskim winem. Kiedy coraz więcej gości korzystało z tego rodzaju lokomocji, górale zaczęli przysposabiać tratwy dla wygody tych pierwszych spływowiczów. Pnie drzew wykładali cetyną (gałązki świerkowe.) następnie przykrywali derkami, a nawet posypywali dunajeckim piachem, aby można było zapalić ognisko dla ogrzania gości. Któryś ze sprytniejszych górali wydłubał w grubej belce dla wygody klienta otwór na stopy.

Tej kłody już na tartak nie przyjmowano. A więc była ona odwiązywana w Szczawnicy i następnie ciągniona w górę Dunajca aż do Sromowiec lub pod zamek w Niedzicy. Była to ciężka praca. Powiększano więc otwór i tak powstała pienińska dłubanka. Ale dłubanka była wywrotna, wiązano je więc po dwie tworząc pierwotną łódź dunajecką. Na taki dwojak zabierano tylko dwójkę turystów i płynęło w niej dwóch flisaków. Kiedy sława tego atrakcyjnego przeżycia przyciągała coraz więcej gości dowiązano do zestawu trzecią później czwartą a obecnie piątą dłubankę. Dzisiaj dwóch flisaków – mistrz i pomocnik zabierają na łódź 10 osób. Poza tym nic się nie zmieniło. I jak to się stało Spływ Dunajcem jest samorodny i powstał tu w Pieninach stworzony przez rodowitych górali ze Sromowiec, Szczawnicy i Krościenka.

Opowieść starego flisaka ze Szczawnicy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *