Pieniński Dedal czyli brat Cyprian z Czerwonego Klasztoru

zachod nad dunajcem

Czerwony Klasztor na słowacji był początkowo (1330-1612) siedzibą kartuzów (znane polonica związane z lechnickimi kartuzami to: spory z zamkiem czorsztyńskim o prawo rybołówstwa na Dunajcu zakończone decyzją Zygmunta Starego, na mocy której należało się ono klasztorowi; duża donacja rajców miejskich w Bochni na rzecz kartuzów w roku 1387 i dokument królowej Jadwigi z 1393 roku polecający zarządcy wielickich salin wydawanie soli mnichom z Czerwonego Klasztoru). W latach 1711-1782 rezydentami klasztoru byli kameduli, którzy odegrali niepoślednią rolę w dziejach kultury Słowacji. Wśród zakonników znajdowali się bowiem tacy uczeni bracia jak Romuald Hadbavny, który opracował słowacką gramatyką, łacińsko – słowacki słownik ( Sylabus latino – slovinicus) i przetłumaczył na ten język Pismo Święte. Do najbardziej jednak znanych leśnickich konfratrów należy frater Cyprianus – brat Cyprian. Dla jednych zielarz i lekarz, dla innych słowacki Dedal, który na zbudowanych przez siebie skrzydłach, startując z wierzchołka Trzech Koron doleciał być może na drugi brzeg Dunajca lub do Tatr, a na pewno do pienińskich legend i mitów.

Najprawdopodobniej nazywał się Frantz Ignatz Jaisge (Jaschke) i urodził się w 1724 roku w Polkowicach na Śląsku. Zakonne śluby złożył w klasztorze kamedułów w Nitrze w 1753 roku, a trzy lata później przybył do Czerwonego Klasztoru i osiadł na stałe do 1775r., roku swojej śmierci. Okazał się człowiekiem renesansowym (choć to już barok). Miał wielorakie zainteresowania, różnorakie uzdolnienia, a ponad wszystko wyjątkową pracowitość. Był zielarzem, aptekarzem i pielęgniarzem chorych, cyrulikiem, kucharzem, nadzorującym refektarz, łaziebnikiem, konstruktorem a także pisał, malował i ponoć… wyrabiał zwierciadła. Lecz przede wszystkim był florystą, znawcą roślin – zbierał, suszył i określał rośliny układając bogaty zielnik. Ponoć także z limby i kosodrzewiny uzyskiwał potrzebne w lecznictwie olejki. Najtrwalej jednak brat Cyprian zadomowił się w legendzie. O jego słynnym locie z Trzech Koron, który skończył się publicznym spaleniem skrzydeł, opowiadają do dzisiaj nie tylko przewodnicy, flisacy i starzy górale, ale jest także kanwą dla pisarzy. Jan Wiktor napisał o tym dwie książki – powieść „Skrzydlaty mnich” i opowiadanie „Zapomniany lotnik”.

O. Cyprian z Czerwonego Klasztoru OO. Kamedułów w Pieninach rozpostarł w zakątku płachtę, którą utkał z roślin i korzonków; namaścił mieszaniną z żywicy i olejków wyciśniętych z drzew i ziół, aby była prężna, szczelna i mocna. Ujął w palce i szepnął: „ O Jezu Miłosierny. Kiedyż skończę i obejrzał się czy kto nie podsłuchuje jego mowy, czy ktoś nie podpatruje jego zamysłów. Wciąż mało, już tyle lat… Kiedyż? (…) Czynię wszystko dla człowieka westchnął, jakby kończył najwznioślejszą modlitwę (…)

Od tylu lat nosił w sobie tajemnicze zamysły. W ostatnich miesiącach cały był pochłonięty ich urzeczywistnieniem (…) Był
przekonany, że nikt nie śledzi w leśnej głuszy samotnego mnicha, zbierającego zioła i kwiaty lecznicze dla chorych szukających ulgi w murach klasztoru. Ilekroć patrzył na szczyty czarodziejskiej góry, zawsze ogarniało go niepohamowane pragnienie, aby wzlecieć Z wyżyny, zmieszać się z obłokami, zawisnąć w błękitach i spojrzeć stamtąd na ziemię (…)

Cela była pracownią uczonego, malarza, artysty i rzemieślnika tworzącego dzieła, o których pamięć pozostała tylko w legendzie. Otwarł swój zielnik powoli, odwracając kartę za kartą. Chciał pisać ale poniechał zamiaru kiedy przypomniał sobie, że przeor nagli o malowanie drewnianych zapiecków dla stall zakonnych. Postanowił odtworzyć pewne zakątki pienińskie i sceny z życia klasztornego (…)

Pracował bez wytchnienia w natchnieniu. Ruchome skrzydła jakie w snach widział miały zrosnąć się z jego mięśniami aby stworzyć doskonałą całość, najczulszym narzędziem żyjącym razem z człowiekiem. Przyrząd sterowniczy naśladujący ogon miał być posłuszny jego zamysłom, jego woli i nadawać właściwy kierunek. Czuł i wiedział o tym, bo każdy ruch zbadał, każdy obrót, jego celowość wykradł ptakom (…)

Doczekał się chwili do której tak tęsknił długo, do której tak zdążał uparcie. Obejrzał się na wszystkie strony, stwierdził kierunek wiatru, dotknął dłonią, pogłaskał czule poszczególne części i z dreszczem wzruszenia wsunął się między wiązania, wzrósł w nie i zespolił na śmierć i życie (…) Człowiek i maszyna zrosły się z przestworzami i stały jednością. Tutaj otaczała go cisza i był samotnikiem w przestworzach (…) Mnich zachłysnął się słowem jak modlitwą. Tatry ku wam zdążam (…)

Pachołkowie miejscy czynili straż i odganiali pałkami od łańcucha otaczającego stos wysoko ułożonego drzewa, z wierzchołka którego zwisały płaty. Myślałby ktoś, że to ptak strącony z nieba teraz leży zabity, z bezwładnie rzuconymi skrzydłami. Co to jest? – szept wionął. Diabelska machina. Czyja? – Mnicha Cyprjana (…)

… Maszynę co nieba kusić chciała, ogień strawi jak też ową rękę, która to uczyniła, jak ową myśl co to stworzyła (…) biskup ulitował się nad mnichem, wtrącił go w loch aby pokutę czynił, o miłosierdzie błagał a może wysłuchane będą jego prośby (…)

Biskup ulitował się nad mnichem, co ludziom służył (…) Ptak szalonego lotnika ginął, brocząc ogniem (…)

Może wędrujący ponad Pieninami aeroplan spojrzy kiedyś na ruiny domków kamedulskich Czerwonego Klasztoru, zobaczy wśród gruzów tę legendę i wyszepcze: Tutaj O. Cyprjan, patron zbuntowanych lotników pierwsze skrzydła budował, bo cały świat był mu za ciasny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *