Wzdłuż Dunajca

dunajec

Długość Dunajca zwykle podawana jest łącznie z Czarnym Dunajcem i wynosi około 250 kilometrów. Rzeka kończy swoją wędrówkę już w nizinnym krajobrazie okolic Tarnowa, uchodząc do Wisły w pobliżu miejscowości Ujście  i Opatowiec. Nie jest najdłuższą rzeką polskich Karpat, znacznie ustępując Sanowi, który źródła ma w Bieszczadach, a „domierza” do Wisły pod Sandomierzem, po około 440 kilometrach biegu. Mijane przez Dunajec krainy i grupy górskie to Podhale, Spisz z Pieninami (gdzie na długości około 17 kilometrów jest rzeką graniczną), dwukrotnie Gorce, Beskid Sądeckii Wyspowy, Kotlina Sądecka, Pogórze Rożnowskie, Wiśnickie i Bochenskie oraz Nizina Nadwiślańska będąca częścią wielkiej Kotliny Sandomierskiej.

Może on zatem wyszumieć na bystrzynach gadki o turniach tatrzańskich, ścianach przełomu pienińskiego, lesistych Beskidach, pofalowanych pogórzach i o monotonii równiny. Cały przekrój, jak z podręcznika do geografii! Z ważniejszych jego dopływów trzeba wymienić „alpejską” Białkę, słowacki Lipnik, Grajcarek, Krośniczankę, Ochotnicę, Kamienicę (Gorczańską), słowacko-polski Poprad, Kamienicę Nawojowską i rzekę Biała. W dwóch miejscach nurt Dunajca przegradzają zespoły zapór i elektrowni wodnych – w rejonie Niedzicy i Rożnowa, zmieniając rzekę w sztuczne „jeziora” i dzieląc ją właściwie na trzy odrębne odcinki, o różnych cechach i charakterze. O naturalnym, prawdziwym Dunajcu można dzisiaj mówić tylko na odcinku od jego tatrzańskich źródeł do Dębna Podhalańskiego, gdzie wpada on do Zbiornika Czorsztyńskiego.

Dla gości odwiedzających Pieniny Dunajec jest oczywistością, to on, w zestawieniu z pionowymi skałami przełomu, stanowi o ich pięknie. Spotyka się go nieustannie podczas wycieczek, błyszczy na widokówkach, widnieje w przeróżnych nazwach, dźwięczy w góralskich przyśpiewkach.

Komu bliskie są wody, kto je zna, przemierza kajakiem lub pontonem, śledzi ich bieg lub analizuje kształty dolin, ten wie, jak atrakcyjna jest to rzeka również poza pienińskim odcinkiem, dlatego będąc tutaj, warto go poznać od Zakopanego po Stary Sącz.

Rzeczywiste źródła Dunajca biją wysoko w Tatrach, ale taką nazwę przyjmuje rzeka dopiero od Nowego Targu, gdzie łączą się ze sobą Biały i Czarny Dunajec. Ten pierwszy zawdzięcza swoją nazwę jasnym, spienionym na granitowych otoczakach wodom, które tworzące go strumienie Zakopianka i Poroniec zbierają z obszaru od Giewontu po Orlą Perć. Czarny Dunajec rodzi się z Kirowej Wody i Siwej Wody, które podążają ze słynnych dolin Tatr Zachodnich: Kościeliskiej i Chochołowskiej. Płynie leniwie, częściowo w rejonie rozległych i głębokich torfowisk, stąd barwa jego ciemniejsza. Źródła wszystkich tatrzańskich potoków, które staną się później Dunajcem, znajduję się w bezpośredniej bliskości głównego działu wód w Europie, który oddziela dorzecze Wisły od dorzecza Dunaju – szemrzące cieki po drugiej, słowackiej stronie zmierzają do Morza Czarnego.

Po opuszczeniu Nowego Targu płynie Dunajec na wschód: z lewej strony obmywa stoki gorczańskie, z prawej łagodne wzgórza Podhala i Spiszą, by wkrótce wkroczyć w Pieniny. Na odcinku od Sromowiec Wyżnych do Szczawnicy jest rzekę graniczną, prawy brzeg należy do Słowacji. Pokrywa się to z trasę tradycyjnego spływu – turyści mają dodatkową atrakcję, a zarobek zarówno flisacy polscy, jak i słowaccy. W Sromowcach Niżnych, pod samymi Trzema Koronami zaczyna się słynny przełom – to miejsce, gdzie przed wiekami Dunajec dokonał rzeczy niewytłumaczalnej: zamiast wybrać dla siebie łatwiejszą trasę i „przeskoczyć” niskie w tym rejonie przełęcze między Pieninami a Magurę Spiską, gwałtownie skręca, uderzając w niemal pionowy masyw Trzech Koron, „rozłupuje” góry i wdziera się w ich wapienną czeluść, tworząc jedyny w swoim rodzaju kanion, którego sława od dawna wabiła w te strony podróżników, pisarzy, poetów i artystów, a spływ drewnianymi tratwami stał się jedną z największych atrakcji nie tylko w Polsce. Od Sromowiec Niżnych do Krościenka siedemnaście kilometrów wodą, w linii prostej zaledwie pięć, przy różnicy poziomów około trzydziestu metrów! Na trasie siedem bałamutnych zakrętów i miejsca, gdzie szeroka rzeka pędzi wprost na pionowe skały. Kontrast miejsc bystrych, huczących i spienionych z odcinkami, gdzie woda ledwo płynie, zda się, że stoi. Flisacy nazywają je plosa lub leniwe. Albo biorą się tutaj za robotę, bo im gdzieś spieszno, albo siadają i w ciszy oddają łódź nurtowi. Czasem gwarzą swoje opowieści, wśród nich tę o świętej Kindze, która uciekając ze starosądeckiego klasztoru przed Mongołami, rzuciła za siebie sznur od habitu, a ten zamienił się w krętą, szeroką i porywistą rzekę, czyli Dunajec…

Wszystko pewnie pięknie wytłumaczą spece od geologii, ale wrażenie niemożliwego pozostanie. Opowiedzą też o prehistorycznym lodowcowym morzu, które zalegało nieckę od Nowego Targu po Trzy Korony i z którego później zrodziły się legendy o masie wód, które uwolnił król, tnąc mieczem Pieniny. Otworzył w ten sposób przełom, Dunajec podążył ku Wiśle, a ludzie zasiedlili jego brzegi. A może wizja morza zrodziła się w któryś jesienny poranek na Trzech Koronach, kiedy to mgły przykrywają niemal całe Pieniny i Kotlinę Nowotarską, tworząc świetlistą płaszczyznę kłębiastych fal, rozciągniętą aż po Tatry? Czasem postrzępione tumany przetaczają się po grzbietach gór, opływają szczyty, wlewają w przełom… Porównanie rodzi się samo. I stało się – człowiek zbudował „morze”…

Patrząc dzisiaj z murów zamku czorsztyńskiego lub niedzickiego na dolinę Dunajca, nie widzimy rzeki. Kiedyś tworzyła tutaj niepowtarzalny przełom, pierwszy na swojej trasie.

Teraz rozpościera się w tym miejscu rozległa, martwa i milcząca tafla wody, którą wielu niesłusznie nazywa „pienińskim morzem” lub „jeziorem”, co przeczy wszelkim definicjom. XX wiek przyniósł rzece i Pieninom katastrofę, której skutki oglądać można już dzisiaj w postaci zaburzenia tradycyjnych układów urbanistyczno-przestrzennych. Oddany do użytku w 1997 roku zespół zapór, zbiorników i elektrowni zmienił górską rzekę w zalew, czyli element wielkiego kompleksu przemysłowego. Poniżej zbiorników Dunajec utracił charakter górskiej rzeki, przepływy jego wód są regulowane. Został – jak to szumnie głoszą zwolennicy zapory – ujarzmiony. Czyli pokonany. Wygrał krótkowzroczny człowiek, ale rzeczywistość coraz częściej pokazuje, jak wiele „zwycięstw” homo sapiens obraca się przeciwko niemu.

Znaczenie zbiornika w ochronie przeciwpowodziowej dorzecza górnej Wisły jest znikome (podobnie jak ilość produkowanej tutaj energii w skali kraju), jego rezerwa jest niewielka. Wg niezależnych analiz dokonanych po ostatnich wezbraniach, już na wysokości Nowego Sącza poziom Dunajca był taki, jakby zapory nie było. Chroni ona jedynie miejscowości leżące bezpośrednio poniżej niej. A można było rozważyć tańsze rozwiązania, mniej inwazyjne dla krajobrazu i przyrody. Dla dyskusyjnego i wątpliwego efektu zniszczono jedno z najwartościowszych miejsc w kraju, z unikalnym, historycznym układem doliny pomiędzy dwiema średniowiecznymi warowniami. Zlikwidowano zabytkowy Czorsztyn, który byłby dzisiaj perełką na turystycznej mapie Polski. Wielki przemysł wciśnięto w sąsiedztwo najstarszego i jednego z najcenniejszych przyrodniczo polskich parków narodowych, co spowodowało, że w 1987 roku Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody (IUCN) wpisała Pieniny na „czarną listę” zagrożonych terenów chronionych. Inicjatorzy budowy nie wzięli pod uwagę ani proponowanych alternatywnych rozwiązań, ani protestów społecznych (nikt z miejscowych zapory nie chciał), ani głosu środowisk przyrodniczych, historycznych, humanistycznych czy artystycznych. Czasy PRL wykluczały jakąkolwiek dyskusję.

Powodzie były zawsze. Mieszkańcy zagrożonych terenów umieli z nimi żyć. Mimo ciężkich doświadczeń i przekazywanych we wspomnieniach relacji budzących grozę górale nie przenosili swoich wsi dalej od rzeki. Duża woda przychodziła, niszczyła, zmieniała bieg, a potem ludzie brali się do roboty -konsolidowali siły, zacieśniali więzi, doceniali pomoc państwa, wielu zarobiło na naprawach szkód, na produkcji i sprzedaży materiałów budowlanych. Przyroda radziła sobie sama i czuła, że wylewy jej służą. Mijał czas i po powodzi nie było śladu. Ale potężny obiekt hydrotechniczny w Pieninach będzie trwał dziesiątki lub setki lat. Czasem coś uratuje, niewspółmiernie do kosztów powstania i skali wyrzeczeń mieszkańców, ale według prognoz po wielu latach zbiornik ulegnie zamuleniu do tego stopnia, że nie będzie spełniał swojej przeciwpowodziowej roli. Dunajec poniżej niego już dzisiaj nie wlecze otoczaków z Tatr, nie oczyszcza się samodzielnie, rzadko kiedy zamarza. Coraz mniej przypomina harnasia.

Dunajec opuszcza ziemię pienińską w rejonie Szczawnicy i Krościenka, kierując się na północ i zgarniając wody Grajcarka oraz Krośniczanki. Jej ujście to ważne miejsce, gdyż stykają się tutaj trzy grupy górskie: Pieniny,

Beskid Sądecki i Gorce. Poniżej Krościenka mija szerokim tukiem uroczy przysiółek Kłodne, gdzie przeciska się między szosą a stromymi, gęsto zalesionymi stokami Dzwonkówki.

Kolejną wsią jest Tylmanowa, która w całym biegu rzeki wyróżnia się… największą liczbą mostów i kładek.

Nad szerokim w tym miejscu Dunajcem przerzuconych jest ich aż cztery. W jednej wsi! Przy ostatnim rzeka przepływa u stóp skalistej, piaskowcowej Baszty, tuż przy ujściu Ochotnicy, by wkrótce utworzyć kolejny malowniczy przełom, który bywa nazywany „zielonym” lub „tylmanowskim”. Tutaj, w przysiółku Wietrznice część wody skierowana jest na odnogę będącą sztucznym torem do uprawiania kajakarstwa górskiego.

W Zabrzeży, zaledwie 15 kilometrów od Krościenka, znów unikalny styk trzech grup górskich, tym razem Gorców, Beskidu Wyspowego i Sądeckiego, w miejscu, gdzie do Dunajca uchodzi gorczańska Kamienica. Stąd już tylko krok do Łącka, słynącego z sadów i śliwowicy. Tu kolejna ciekawostka, jaką jest przeprawa łodzią, identyczna jak w Pieninach pod Sokolicą. Przewoźnik nieodpłatnie transportuje zarówno mieszkańców kilku domów pod Cebulówką, jak i turystów zmierzających w głąb Beskidu Sądeckiego, do Tylmanowej, Szczawnicy lub Krościenka.

Dalej Jazowsko, którego nazwa ma bezpośredni związek z wodą dunajcową, gdyż dawne jazy to przekopy służące odławianiu ryb ciągnących w górę rzeki na tarło. Dzisiaj już nie zobaczymy lśniących w wyskokach łososi (czy ja kto woli troci) walczących z bystrym nurtem, gdyż zapory na zawsze przecięły ich odwieczne trasy.

Pod Starym Sączem…
Opatomec, the Dunajec empties into the Uistula (aboue), monu ment to Jóżej fitsudski in Opatowiec (below)
dosłownie, gdyż ostatnią miejscowością nad Dunajcem jest Ujście Jezuickie. Tutaj zespala się on z Wisłą, tuż pod pionowym urwiskiem, na którym posadowił się Opatowiec. Spogląda na te zaślubiny marszałek Piłsudski, którego pomnik postawiono w tym miejscu na pamiątkę przeprawy jego legionów w 1914 roku. Stoi tuż obok przystani promu, jednego z ostatnich takich urządzeń na Wiśle.

dunajec dunajec dunajec dunajec dunajec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *